środa, 8 stycznia 2014

Rozdział 3

Potykając się o własne nogi błąkałam się po mieście. Cały czas myślałam co mam teraz zrobić. Mam trochę oszczędności, ale to nie wystarczy na długo. Idąc przez miasto, oglądałam wystawy sklepów. Nigdy nie będzie mnie stać na takie coś. Teraz ledwo wiązałam koniec z końcem. Nagle poczułam mocny ból i zorientowałam się że leże na chodniku. Wszystkie rzeczy rozsypały się wokół mnie a pudełko wylądowało na mojej głowie.Szybko zdjęłam je z głowy i podniosłam się z ziemi. Przede mną stał chłopak. Ubrany był w dresy, a na głowie miał kaptur.
-Może kurwa jakieś przepraszam?!-krzyknęłam na niego zbulwersowana. W tym momencie chłopak zdjął kaptur i ukazała mi się znana już twarz .-Louis?-zapytałam z niedowierzaniem.
-J-Ja przepraszam...-zaczął się jąkać.
Dopiero teraz zauważyłam, że był cały zapłakany. Jego włosy nie były już tak idealnie ułożone jak rano. Na kilometr było od niego czuć alkohol.
-Ei co jest? -zapytałam , nie mogąc uwierzyć w to, że przez kilka godzin się tak zmienił. Musiało coś być nie tak.
-Nic. Ja nie chciałem . Jeszcze raz przepraszam. Muszę lecieć.
-Stój ! Nie puszczę cię póki nie dowiem się o co chodzi.
Chłopak natychmiastowo odwrócił się w moją stronę i bez słowa wyjaśnienia chwycił mnie za rękę i ruszył w stronę parku. Zdziwiło mnie jego zachowanie. Nie wiedziałam, czy mogę mu ufać. Nie wydawał się groźny. W domu Harrego był bardzo miły i zabawny, a teraz. "Co się mogło stać? Może dziewczyna? "pytałam sama siebie. Zaprowadził mnie nad nieduże jezioro w centrum parku. Nigdy jeszcze ty nie byłam, ale widok który tam zobaczyłam bardzo mnie zdziwił. Wokół jeziorka rosły wysokie płaczące wierzby. A pośrodku znajdował się mały podświetlany mostek. Chłopak przez całą drogę nie odezwał się, ani słowem. Dopiero kiedy stanęliśmy na mostu powiedział mi żebym usiadła, a po chwili czułam jak robi to samo.
-Lou co się dzieje ? Widzę, że coś jest nie tak. Rano byłeś taki roześmiany i gadatliwy, a teraz nie odezwałeś się do mnie słowem.
-Zmarła moja babcia-chłopakowi zaczął łamać się głos.-Wiem, że to dziecinne i nie męskie, ale nie potrafię się jakoś z tą myślą pogodzić. Była przy mnie od dziecka. Zabierali mnie z dziadkiem nad jezioro. Później dopingowali przy każdym jednym występie w szkole na dzień babci i dziadka, a teraz już jej po prostu nie ma-upił łyk wódki z butelki którą wyciągnął z bluzy.
-Wiem co czujesz. Ale to nie powód, żeby pić. Rozumiem że jest ci ciężko. Kilka lat temu straciłam rodziców. Jechali na mój występ w szkole baletowej. Tato przyszedł z pracy później i chcieli być jak najszybciej i wtedy-zaczęłam płakać-Za każdym razem kiedy wrócę myślami do tej chwili, kiedy pani psycholog wzięła mnie do siebie i powiedziała o ich śmierci czuję pustkę, której nigdy nikt nie wypełni. Ale przez to wszystko wiem jedno. Że prawdziwi przyjaciele wyciągną cię z najgorszego bagna. Będą starali się pomóc ci na tyle na ile mogą. A ci których do tej pory uważałeś za przyjaciół po prostu odejdą i nie odezwą się do ciebie, ani słowem.
-Ja nie wiedziałem .Wyglądasz...
-Jak ? To że moi rodzice nie żyją nie oznacza, że muszę wyglądać jak sierota. Gdy wyszłam z domu ukończyłam studia. Co prawda nie znalazłam pracy w swoim zawodzie, ale jakaś była. Mamy w Jade wynajęte mieszkanie i jakoś sobie radze.

Padał deszcz. Cali przemoczeni, biegliśmy ulicami Londynu. Louisowi znacznie poprawił się humor, gdyż śmiał się w niebogłosy. Nie mogąc opanować śmiechu, gdyż parę razy o mało co się nie wywalił wpadłam do klatki bloku w którym mieszkałam. A zaraz za mną szatyn.
-To tutaj :) -przeczesałam jego zmoczone włosy.-Dziękuje za kurtkę. Gdyby nie ona na pewno jutro leżałabym w łóżku z gorączką. Chyba jestem winna ci przysługę :)
-No coś ty :) Gdyby nie ty pewnie leżałbym gdzieś na ławce w parku :)
-Może wejdziesz na górę ? Dam ci jakieś czyste ciuchy:) Matt  pewnie coś zostawił u Jade.
-Nie zamówię taksówkę i pojadę do domu :) Dziękuje za miły wieczór :) -cmoknął mnie niepewnie w policzek i wyszedł. Dotknęłam ręką policzka i ruszyłam schodami na górę.Zamknęłam za sobą drzwi od mieszkania i osunęłam się po nich na podłogę. Na mojej twarzy malował się pewnie uśmiech. Był tak bosko przystojny. Przed oczami miałam cały czas jego uśmiech, mięśnie i te szare oczy. Nie mogłam przestać o nim myśleć. Co się do cholery ze mną dzieje!-krzyknęłam do siebie w podświadomości i zorientowałam się, że w progu kuchni stoi moja przyjaciółka.
-No, no no :) Widzę, że pani strasznie zadowolona wróciła z tej pracy :)
-Dostałam podwyżkę wiesz :)-skłamałam.
-Jess?Czyżby ta podwyżka była niewysokim szatynem:)-zaczęła się śmiać.Szybko podniosłam się z podłogi i ściągnęłam buty. Nie odpowiedziałam nic przyjaciółce. Uśmiechnęłam się do niej i wymijając ją weszłam do kuchni.
-Co na kolacje :)?
-Nic:) dopóki się nie dowiem co pomiędzy wami zaszło :) -usiadła na przy blacie obok mnie. -No opowiadaj :) Chcę wiedzieć wszystko od początku.
Opowiedziałam jej całą historie, zaczynając od tego, co zdarzyło się wczoraj w klubie.-No i dzisiaj jak oglądałam wystawy to wpadł na mnie. Upadłam i zaczęłam na niego krzyczeć, bo nawet mnie nie przeprosił. I tak od słowa do słowa trafiliśmy do parku :) No i opowiedział mi że zmarła jego babcia, o swojej rodzinie. Bardzo fajnie nam się rozmawiało no i zaczął padać deszcz, wtedy odprowadził mnie do domu-zaczęłam się uśmiechać jak głupia. -No i dał mi buziaka w policzek. Tak słodko się speszył i wyszedł .-zaczęłam
podrygiwać uśmiechając się do przyjaciółki.
-Jess się zakochała. Jessica sie zakochała.-zaczęła skakać jak głupia. Nie zwracając na nią uwagi ze śmiechem wyszłam do pokoju. Wzięłam z szafki luźną koszulkę i udałam się pod prysznic. Ciepła woda dała ukojenie mojemu zmarzniętemu ciału. Wylałam na rękę czekoladowy płyn pod prysznic i rozprowadziłam go po całym ciele. Spłukałam pianę i owinęłam się w biały ciepły ręcznik. Stanęłam przed lustrem i zmyłam makijaż. Naciągnęłam na sobie luźny t-shirt i dresy i wyszłam z łazienki. Jade oglądała jakiś serial w telewizji, a ja udałam się prosto do mojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko. Byłam tak cholernie zmęczona. Wśliznęłam się pod kołdrę, zgasiłam lampkę i ułożyłam się do snu. Już przysypiałam kiedy mój telefon zawibrował. Sięgnęłam po niego. Przesuwając palcem po ekranie zobaczyłam, że dostałam smsa.
_________________________________________________________________________

Nadawca: Numer nieznany
Odbiorca: Jessica
Wysłano: 16 lipca 2013, 22:32

"Dziękuję za miły wieczór :*  Louis xx"

_________________________________________________________________________

 Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Skąd on ma mój numer? Zapisałam szybko numer chłopaka i szybko odpisałam na sms'a.

_________________________________________________________________________

 Nadawca: Jessica 
 Odbiorca: Louis ;xx
 Wysłano: 16 lipca 2013, 22:35

 "To ja dziękuję za kurtkę :) Ale skąd masz mój numer ? :)"

_________________________________________________________________________

 Nie musiałam długo czekać na odpowiedź bo już po chwili Louis odpisał, że ma swoje sposoby i poprosił o spotkanie. Bez zastanowienia się zgodziłam. Odłożyłam telefon na półkę, wtuliłam się w poduszkę i usnęłam.


Dziękuję za coraz większą liczbę wyświetleń. Jest mi bardzo miło, że ktoś czyta moje wypociny. Nowy rozdział pojawi się w weekend :) dziękuję za wszystkie komentarze :**








czwartek, 2 stycznia 2014

Rozdział 2

Pojedyncze promienie słońca,wkradające przez niezasłonięte okno  pieściły moją twarz. Próbowałam za wszelką cenę nie dać im zwlec mnie z łóżka, ale nie było o tym mowy. Nienawidzę kiedy słońce świeci mi prosto w twarz. Wstałam delikatnie łóżka, aby nie obudzić śpiącego jeszcze Harrego, który tak jak poprosiłam ze mną został. Ubrana w za dużą koszulkę chłopaka zeszłam na dół, aby przygotować jakieś śniadanie dla naszej dwójki. Przynajmniej tak mu wynagrodzę to, że się mną zaopiekował. Nie wiem co bym wczoraj zrobiła . Całą noc nie mogłam spać, ponieważ przed oczami miałam scenkę która wydarzyła się w klubie. Podeszłam do lodówki w której nie znalazłam nic prócz jajek i mleka. Cóż Harry będzie musiał zadowolić się naleśnikami. Wstawiłam wodę na kawę i zaczęłam przygotowywać śniadanie. Na  rozgrzaną patelnię wylałam pierwszą porcję ciasta, kiedy po domu rozszedł się głośny trzask drzwi.
-Ooo Hazzuś widzę, że trafiłem na śnia....da... nie- niewysoki szatyn wleciał do kuchni. Na jego twarzy pojawiło się zdziwienie, kiedy zamiast przyjaciela ujrzał właśnie mnie w samej bieliźnie i za dużej koszulce loczka
-Oj,ja chyba nie w porę-uśmiechnął się w moją stronę.
-Boże Louis, czy ty zawsze musisz narobić takiego hałasu, a poza tym miałeś być chyba trochę później jak dobrze pamiętam.-odezwał się zaspany Harry wchodząc do kuchni.
-No tak, ale nie miałem nic w lodówce i tak sobie pomyślałem ...
-Lepiej nie myśl, bo nie wychodzi ci to na dobre. Właśnie Louis to jest Jessica moja koleżanka, a to jest Lou mój przyjaciel...-przedstawił nam sobie loczek. Czułam że na mojej twarzy pojawił się rumieniec, więc powróciłam do dalszego smażenia. 

***
-Harry śniadanie gotowe-krzyknęłam w stronę salonu, gdzie chłopcy oglądali telewizor i nad czymś zaciekle dyskutowali. Postawiłam pełen talerz naleśników na stole i ruszyłam  na górę do sypialni, gdzie leżały moje ciuchy.
-A ty nie zjesz z nami ?- zapytał Louis, w drodze do  jadalni.
-Zjem, tylko najpierw pójdę się ubrać... - odpowiedziałam i pospiesznie weszłam do pokoju. Zabrałam swoje rzeczy z krzesła i udałam się do łazienki. Wzięłam chłodny prysznic, co dało rozluźnienie moim spiętym  mięśniom. Włosy związałam w luźnego koka i ubrałam rzeczy z wczorajszego dnia. Na dole zastałam chłopców zajadających się naleśnikami.
-Chodź, bo zaraz Harry ci wszystko zje-powiedział szatyn odsuwając krzesło obok siebie. Usiadłam i zaczęłam spożywać posiłek , kiedy zaczął dzwonić mój telefon. No tak pewnie Jade się obudziła i zobaczyła, że mnie nie ma. Przesunęłam palcem po ekranie telefonu i odebrałam połączenie od przyjaciółki. Tak jak myślałam brunetka chciała dowiedzieć się gdzie jestem i czy wszystko ze mną w porządku. Po skończonej rozmowie dokończyłam swoją porcję jedzenia.
-Harry dziękuję ci za wszystko, ale ja już muszę uciekać. Na 10 muszę być w pracy. -powiedziałam wstając od stołu.
-Nie masz za co dziękować, a poza tym ja cię odwiozę, nie będziesz płaciła za taksówkę...
-Już i tak dużo dla mnie zrobiłeś. Na prawdę bardzo ci za to dziękuję...
-Harry ma rację nie będziesz tłukła się taksówkami. Ja jadę w stronę centrum to cię podwiozę.-wtrącił się Lou.
-No dobrze, tylko wezmę swoje rzeczy-przytaknęłam chłopakowi i poszłam do przedpokoju w którym zostawiłam wczoraj swoją torebkę.
***oczami Louisa***
Pożegnaliśmy się z Harrym i wsiedliśmy do samochodu. Moje oczy ciągle skierowane były w stronę dziewczyny. Nie wiem dlaczego, ale coś mnie w niej zaintrygowało.Brunetka jednak chyba to wyczuła, bo jej policzki momentalnie się zaczerwieniły.
-Możesz się tak na mnie nie patrzeć. Nie lubię czegoś takiego...-odezwała się Jessica. Szybko odwróciłem swoją głowę w stronę jezdni i odpaliłem samochód. Dziewczyna podała mi adres i już po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu.
***oczami Jess***
Całą drogę przesiedzieliśmy w ciszy. Całe szczęście, że nie mieszkałam daleko od loczka. 
-No to jesteśmy na miejscu-poinformował mnie Louis, parkując samochód przed blokiem.
-Może wejdziesz ?
-Nie, spieszę się i tak już jestem spóźniony, ale jeśli podasz mi swój numer to chętnie zadzwonię jak będę miał czas-wyszczerzył się ukazując przy tym szereg swoich śnieżnobiałych zębów. Wyciągnęłam z torebki jakąś kartkę i zapisałam na niej rząd cyferek.
-Proszę- podałam chłopakowi karteczkę.-Dziękuję za podwiezienie. Do zobaczenia.-wysiadłam z samochodu i podbiegłam do drzwi. Odwróciłam się i pomachałam ostatni raz szatynowi zanim odjechał. Weszłam do domu myśląc o Louisie. Gdy tylko drzwi się zamknęłam w progu salonu stanęła Jade.
-No wróciłaś wreszcie-powiedziała uśmiechając się od ucha do ucha... Gdzie byłaś ? A raczej z kim?
-Byłam u kolegi... zresztą jestem już dorosła i chyba nie muszę wracać do domu przed 20:00...
-Dobra już, widzę, że ktoś wstał tu drugą nogą !-odburknęła lekko zdenerwowana, po czy usiadła na kanapie i wtuliła się w swojego chłopaka. Rzuciłam pospiesznie buty w kąt i zostawiając torebkę na komodzie weszłam do swojego pokoju, w którym panował nieziemski bałagan. No cóż trzeba tu posprzątać ale nie teraz... Patrząc na zegarek stojący na szafce nocnej przeraziłam się że mam tyko pół godziny, a muszę wziąć prysznic, pomalować się i jeszcze te cholerne ubrania. Z szafy wyjęłam czarne spodnie oraz brązową bluzkę...
-Buty ! Cholera gdzie ja je wsadziłam !-powiedziałam sama do siebie... -Szef mnie zabije, kolejne spóźnienie w tym tygodniu.
Przerzucając w szafie tysiące par butów, nie znalazłam tych, których szukałam. "No przecież muszą tu być" 
-Jade ! Jade ! Nie widziałaś gdzieś tych moich brązowych butów... Nie wiem gdzie je położyłam!
-Są w łazience! Prosiłam żebyś je sprzątnęła!
-Dzięki ! Jesteś kochana. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła...
Biorąc rzeczy które leżały na łóżku popędziłam do łazienki. Wzięłam chłodny prysznic, co dało rozluźnienie moim zmęczonym mięśniom... Wycierając się pospiesznie w ręcznik strąciłam perfumy Jade za które mnie chyba zabije... Trudno odkupie jej ! Teraz nie mam na to czasu. Ubrałam wcześniej przyszykowane ciuchy i zaczęłam nakładać lekki make-up. Włosom pozwoliłam spokojnie opaść na moje ramiona.
-Jess, spóźnisz się do pracy-zaczęła pospieszać mnie przyjaciółka...
-Spokojnie mam wszystko pod kontrolą ...
-Za 3 minuty musisz być w pracy, teraz są korki, a tam masz dobre pół godziny drogi....
-Ja pierdole, nie mogłaś powiedzieć wcześniej !-wybiegłam z łazienki i od razu chwyciłam za torbę... Pożegnawszy się z przyjaciółką zbiegłam na dół do auta i z piskiem opon odjechałam spod domu...
***
-Jessica po raz kolejny w tym tygodniu się spóźniłaś...-powiedział szef, gdy tylko przekroczyłam próg biura-Jest mi bardzo przykro, ale muszę cię zwolnić...
-Szefie obiecuję, że to się więcej nie powtórzy! To był ostatni raz!
-Jessico ostatnio słyszałem to jakiś tydzień temu i co ? Kolejne dwa spóźnienia.Nie ma mowy... Zapłacę ci za ten miesiąc i koniec naszej współpracy...
W moich oczach pojawiły się łzy. Skinęłam głową na znak tego, że zrozumiałam co szef do mnie powiedział. Jak ja sobie poradzę bez pracy... Dlaczego oni musieli zginąć...  W mojej głowie motały się tylko te myśli. Spakowałam wszystkie swoje rzeczy, pożegnałam się z szefem i wyszłam z budynku...




________________________________________________________________________________
Dziękuję, że jest tu was coraz więcej :) Bardzo cieszę się, że czytacie moje wypociny :) Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba :) Buziaki :**

Rozdział 1

Dookoła unosił się swąd alkoholu oraz papierosów. Sama nie wiem, dlaczego zgodziłam się na propozycje Jade. Może chciałam oderwać się od codziennych problemów? W klubie było multum osób i nie mogliśmy znaleźć miejsca. Nie było to dla nas dużym zaskoczeniem, już przed wejściem gromadziło się masę młodych ludzi, którzy chcieli się rozerwać. Miejsce znaleźliśmy dopiero po półgodzinnym szukaniu. Usiadłyśmy z brunetką  na kanapie, a Matt poszedł coś zamówić.
-Ei mała, czemu jesteś taka smutna ? Odkąd weszliśmy do klubu w ogóle się nie odzywasz...-zapytała z troską w głosie Jade.
-A z czego mam się cieszyć? Nie powinnam była tu przychodzić!
-Jak chcesz to możemy wrócić do domu...
-Nie, przecież tyle na to czekałaś.-mimo że nie miałam ochoty spędzać tego wieczoru w klubie nie mogłam jej odmówić. Tyle się szykowała na ten dzień. Nie mogę im go popsuć. Z moich przemyśleń wyrwał mnie głos Matta, który podszedł ze szklankami pełnymi alkoholu.
-Jade to dla ciebie i Jess, a to dla mnie-stawiał po kolei na stoliku trunki.
-Matt ja nie mogę!
-Oj po jednym drinku nic ci się nie stanie :)
-Nie rozumiesz że dla mnie jeden głupi kieliszek to jak cała butelka. Prosiłam o szklankę wody czy to tak trudno było ją przynieść ?-zaczęłam krzyczeć na przyjaciela. Bałam się. Po prostu bałam się, że ta koszmarna przeszłość może powrócić przez jeden głupi wybryk. Nie mogę na to pozwolić. Zabrałam swoje rzeczy i odeszłam. Byłam już kilka kroków od wyjścia, kiedy poczułam silne szarpnięcie za nadgarstek. Syknęłam z bólu. Nadal nie wiedziałam kto go spowodował. Odwróciłam się i ujrzałam postawnego mężczyznę. Czuć było od niego alkohol. Moje serce zaczęło momentalnie szybciej bić. Próbowałam się wyrwać, jednak nie miałam na tyle siły.
-Mam ochotę na ciebie słonko!-wymruczał mi do ucha... Nerwowo przełknęłam ślinę i rozejrzałam się wokół czy czasami nie ma gdzieś moich przyjaciół.
-Puść mnie!-krzyknęłam przez łzy, gdy facet włożył rękę pod moją bluzkę.
-Oh nie udawaj, że ci się nie podoba...
-Jak mówi, żebyś ją zostawił to może trzeba to uczynić ? Chyba, że mam ci w tym pomóc- usłyszałam zachrypnięty głos. Umięśniony mężczyzna natychmiast mnie puścił i odszedł,a ja pozostałam w tym samym miejscu,gdzie się znajdowałam. Dopiero teraz zauważyłam, że uratował mnie ten sam chłopak, na którego gapiłam się przed wejściem.
-Nic Ci się nie stało?- zapytał w troską w głosie.
-Ni... nie, ale gdybyś....- po moich policzkach ponownie zaczęły spływać łzy.
-Csiiii... już jesteś bezpieczna- powiedział po czym przytulił mnie mocno do siebie.
Nie wiem co mam robić. Nie chcę tu dłużej zostawać to jest pewne. Chcę wrócić do domu i o wszystkim zapomnieć.
-Chcia... Chciałabym stąd pójść- wyszlochałam
-Jasne, ale nie poinformujesz o tym swoich przyjaciół?
-Nie chcę im psuć tego wieczoru.
Loczek uśmiechnął się do mnie promiennie,ujął moją dłoń i wyszliśmy z klubu. Nawet go nie znam, a udało mi się w pełni mu zaufać.
-Dalej nie wiem jak masz na imię-uniosłam prawy kącik ust.
-O tak zapomniałem. Jestem Harry.
-Jassie.Harry ja bardzo chciałam ci podziękować. Nawet nie wiesz ile Ci zawdzięczam, ale będzie lepiej jeśli pójdę już do domu...-wybełkotałam zapłakana.
-Nie ma mowy. Nie zostawię Cię samej po tym wszystkim co się stało w klubie.
-Ja naprawdę dziękuję ci za wszystko, ale jestem już dorosła i nie musisz czuć się za mnie odpowiedzialny.
-Jassy nie czuję się za ciebie odpowiedzialny. Po prostu się o ciebie boję i na noc zabieram cię do mnie.Tam jest mój samochód chodź . -wyciągnął w moją stronę rękę, która złapałam i powolnym krokiem ruszyliśmy w stronę samochodu.
*oczami Harrego*
Nie wiem co ona ma w sobie, ale nie mogłem jej tak po prostu zostawić. Mimo iż wiele razy ratowałem dziewczyny w takich sytuacjach, jeszcze nigdy nie przyszło mi na myśl żeby zabrać je do domu na noc. Jessica była od niech zupełnie inna. Parkując auto pod domem  spojrzałem na towarzyszkę, która słodko spała. Nie dziwię jej się. To musiało być dla niej straszne przeżycie. Nie miałem serca jej budzić, dlatego delikatnie wziąłem ją na ręce i zaniosłem do swojego pokoju. Kiedy chciałem już wyjść poczułem, że łapie mnie za rękę.
-Proszę zostań !- usłyszałem zaspany głos dziewczyny. Nie mogłem jej odmówić. Położyłem się obok i mocno do siebie przytuliłem. Mimo że znam ja dopiero od godziny, czuję że tak szybko nie zniknie z mojego życia.
           _______________________________________________________________________

środa, 1 stycznia 2014

Prolog

 -Jess jesteś gotowa ?-usłyszałam głos mojej przyjaciółki. Stanęłam przed lustrem i dokonałam ostatnich poprawek. Muszę przyznać, że krótkie, skórzane spodenki oraz czarna bluzka idealnie podkreślały moją figurę.-Dziewczyno rusz ten tyłek, zaraz się spóźnimy, a Matt na mnie czeka!-krzyknęła wchodząc do
pokoju.-Hohohho czuję, że nie odpędzisz się tego wieczoru od chłopaków- poruszyła charakterystycznie brwiami Jade ubrana w krótką czarną sukienkę, która idealnie na niej leżała.
-Oh daj spokój. -momentalnie sie zarumieniłam i podeszłam do szafki nocnej, na której leżał mój telefon. Pośpiesznie spakowałam go do torebki i gasząc światło wyszłam z pokoju. Jade już stała przy drzwiach uśmiechnięta od ucha do ucha, na dzisiejsze spotkanie ze swoim chłopakiem. Zawsze jej zazdrościłam. Nigdy nie miałam szczęścia w miłości. Zazwyczaj moje związki kończyły się po miesiącu nawet nie. Jade na siłę próbowała znaleźć mi chłopaka, jednak zawsze kończyło się to niepowodzeniem. Ostatni raz spojrzałam w lustro stojące w przedpokoju i wyszłyśmy z domu, gdy usłyszałyśmy sygnał podjeżdżającej taksówki.

***
Po kilkunastu minutach byliśmy już pod klubem, gdzie czekał na nas Matt. Brunetka, gdy tylko wysiadła z samochodu podbiegła do szatyna i już po chwili widziałam jak rzuca się mu na szyi. Zapłaciłam kierowcy należytą sumę i również poszłam przywitać się z przyjacielem. Nie widywaliśmy się za często, ponieważ Matt studiował w Menchesterze i rzadko bywał w Londynie. Częściej to właśnie Jade jeździła do niego. Zawsze dziwiło mnie to , że potrafią wytrzymać od siebie tak daleko.
-Cześć Mat, miło cię widzieć-uściskałam chłopaka.
-Hej Jess. Muszę przyznać że wyładniałaś - uśmiechnął się do mnie i już po chwili został uderzony przez Jade w ramię. - No ale moje kochanie zawsze będzie najładniejsze. Zaczęliśmy się śmiać i postanowiliśmy ustawić się w niekończącej się kolejce. Była to norma w sobotnie wieczory, szczególnie letnie. Zakochańce miziali się, a ja przyglądałam się ludziom, którzy zniecierpliwieni czekali na swoją kolej. Moją uwagę przykuł chłopak z burzą loków na głowie i mocno zielonych oczach. Był mniej więcej w moim wieku, lecz dołeczki, gdy się uśmiechał odejmowały mu lat. Rozmawiał ze swoimi przyjaciółmi. Był na prawdę mega przystojny. Chyba wyczuł, że się na niego gapię, bo wyszczerzył się do mnie. Moje policzki automatycznie zrobiły się czerwone. Uśmiechnęłam się w jego stronę i odwróciłam się do moich towarzyszy. Nawet się nie zorientowałam, kiedy przyszła nasza kolej. Pokazaliśmy ochroniarzom dokumenty i weszliśmy do zatłoczonego klubu.

___________________________________________________________________________________
Krótki prolog... Mam nadzieję że zachęci was do czytania... Wszelkie komentarze mile widziane, nawet te negatywne :)

Obserwatorzy