-Może kurwa jakieś przepraszam?!-krzyknęłam na niego zbulwersowana. W tym momencie chłopak zdjął kaptur i ukazała mi się znana już twarz .-Louis?-zapytałam z niedowierzaniem.
-J-Ja przepraszam...-zaczął się jąkać.
Dopiero teraz zauważyłam, że był cały zapłakany. Jego włosy nie były już tak idealnie ułożone jak rano. Na kilometr było od niego czuć alkohol.
-Ei co jest? -zapytałam , nie mogąc uwierzyć w to, że przez kilka godzin się tak zmienił. Musiało coś być nie tak.
-Nic. Ja nie chciałem . Jeszcze raz przepraszam. Muszę lecieć.
-Stój ! Nie puszczę cię póki nie dowiem się o co chodzi.
Chłopak natychmiastowo odwrócił się w moją stronę i bez słowa wyjaśnienia chwycił mnie za rękę i ruszył w stronę parku. Zdziwiło mnie jego zachowanie. Nie wiedziałam, czy mogę mu ufać. Nie wydawał się groźny. W domu Harrego był bardzo miły i zabawny, a teraz. "Co się mogło stać? Może dziewczyna? "pytałam sama siebie. Zaprowadził mnie nad nieduże jezioro w centrum parku. Nigdy jeszcze ty nie byłam, ale widok który tam zobaczyłam bardzo mnie zdziwił. Wokół jeziorka rosły wysokie płaczące wierzby. A pośrodku znajdował się mały podświetlany mostek. Chłopak przez całą drogę nie odezwał się, ani słowem. Dopiero kiedy stanęliśmy na mostu powiedział mi żebym usiadła, a po chwili czułam jak robi to samo.
-Lou co się dzieje ? Widzę, że coś jest nie tak. Rano byłeś taki roześmiany i gadatliwy, a teraz nie odezwałeś się do mnie słowem.
-Zmarła moja babcia-chłopakowi zaczął łamać się głos.-Wiem, że to dziecinne i nie męskie, ale nie potrafię się jakoś z tą myślą pogodzić. Była przy mnie od dziecka. Zabierali mnie z dziadkiem nad jezioro. Później dopingowali przy każdym jednym występie w szkole na dzień babci i dziadka, a teraz już jej po prostu nie ma-upił łyk wódki z butelki którą wyciągnął z bluzy.
-Wiem co czujesz. Ale to nie powód, żeby pić. Rozumiem że jest ci ciężko. Kilka lat temu straciłam rodziców. Jechali na mój występ w szkole baletowej. Tato przyszedł z pracy później i chcieli być jak najszybciej i wtedy-zaczęłam płakać-Za każdym razem kiedy wrócę myślami do tej chwili, kiedy pani psycholog wzięła mnie do siebie i powiedziała o ich śmierci czuję pustkę, której nigdy nikt nie wypełni. Ale przez to wszystko wiem jedno. Że prawdziwi przyjaciele wyciągną cię z najgorszego bagna. Będą starali się pomóc ci na tyle na ile mogą. A ci których do tej pory uważałeś za przyjaciół po prostu odejdą i nie odezwą się do ciebie, ani słowem.
-Ja nie wiedziałem .Wyglądasz...
-Jak ? To że moi rodzice nie żyją nie oznacza, że muszę wyglądać jak sierota. Gdy wyszłam z domu ukończyłam studia. Co prawda nie znalazłam pracy w swoim zawodzie, ale jakaś była. Mamy w Jade wynajęte mieszkanie i jakoś sobie radze.
Padał deszcz. Cali przemoczeni, biegliśmy ulicami Londynu. Louisowi znacznie poprawił się humor, gdyż śmiał się w niebogłosy. Nie mogąc opanować śmiechu, gdyż parę razy o mało co się nie wywalił wpadłam do klatki bloku w którym mieszkałam. A zaraz za mną szatyn.
-To tutaj :) -przeczesałam jego zmoczone włosy.-Dziękuje za kurtkę. Gdyby nie ona na pewno jutro leżałabym w łóżku z gorączką. Chyba jestem winna ci przysługę :)
-No coś ty :) Gdyby nie ty pewnie leżałbym gdzieś na ławce w parku :)
-Może wejdziesz na górę ? Dam ci jakieś czyste ciuchy:) Matt pewnie coś zostawił u Jade.
-Nie zamówię taksówkę i pojadę do domu :) Dziękuje za miły wieczór :) -cmoknął mnie niepewnie w policzek i wyszedł. Dotknęłam ręką policzka i ruszyłam schodami na górę.Zamknęłam za sobą drzwi od mieszkania i osunęłam się po nich na podłogę. Na mojej twarzy malował się pewnie uśmiech. Był tak bosko przystojny. Przed oczami miałam cały czas jego uśmiech, mięśnie i te szare oczy. Nie mogłam przestać o nim myśleć. Co się do cholery ze mną dzieje!-krzyknęłam do siebie w podświadomości i zorientowałam się, że w progu kuchni stoi moja przyjaciółka.
-No, no no :) Widzę, że pani strasznie zadowolona wróciła z tej pracy :)
-Dostałam podwyżkę wiesz :)-skłamałam.
-Jess?Czyżby ta podwyżka była niewysokim szatynem:)-zaczęła się śmiać.Szybko podniosłam się z podłogi i ściągnęłam buty. Nie odpowiedziałam nic przyjaciółce. Uśmiechnęłam się do niej i wymijając ją weszłam do kuchni.
-Co na kolacje :)?
-Nic:) dopóki się nie dowiem co pomiędzy wami zaszło :) -usiadła na przy blacie obok mnie. -No opowiadaj :) Chcę wiedzieć wszystko od początku.
Opowiedziałam jej całą historie, zaczynając od tego, co zdarzyło się wczoraj w klubie.-No i dzisiaj jak oglądałam wystawy to wpadł na mnie. Upadłam i zaczęłam na niego krzyczeć, bo nawet mnie nie przeprosił. I tak od słowa do słowa trafiliśmy do parku :) No i opowiedział mi że zmarła jego babcia, o swojej rodzinie. Bardzo fajnie nam się rozmawiało no i zaczął padać deszcz, wtedy odprowadził mnie do domu-zaczęłam się uśmiechać jak głupia. -No i dał mi buziaka w policzek. Tak słodko się speszył i wyszedł .-zaczęłam
podrygiwać uśmiechając się do przyjaciółki. -Jess się zakochała. Jessica sie zakochała.-zaczęła skakać jak głupia. Nie zwracając na nią uwagi ze śmiechem wyszłam do pokoju. Wzięłam z szafki luźną koszulkę i udałam się pod prysznic. Ciepła woda dała ukojenie mojemu zmarzniętemu ciału. Wylałam na rękę czekoladowy płyn pod prysznic i rozprowadziłam go po całym ciele. Spłukałam pianę i owinęłam się w biały ciepły ręcznik. Stanęłam przed lustrem i zmyłam makijaż. Naciągnęłam na sobie luźny t-shirt i dresy i wyszłam z łazienki. Jade oglądała jakiś serial w telewizji, a ja udałam się prosto do mojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko. Byłam tak cholernie zmęczona. Wśliznęłam się pod kołdrę, zgasiłam lampkę i ułożyłam się do snu. Już przysypiałam kiedy mój telefon zawibrował. Sięgnęłam po niego. Przesuwając palcem po ekranie zobaczyłam, że dostałam smsa.
_________________________________________________________________________
Nadawca: Numer nieznany
Odbiorca: Jessica
Wysłano: 16 lipca 2013, 22:32
"Dziękuję za miły wieczór :* Louis xx"
_________________________________________________________________________
Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Skąd on ma mój numer? Zapisałam szybko numer chłopaka i szybko odpisałam na sms'a.
_________________________________________________________________________
Nadawca: Jessica
Odbiorca: Louis ;xx
Wysłano: 16 lipca 2013, 22:35
"To ja dziękuję za kurtkę :) Ale skąd masz mój numer ? :)"
_________________________________________________________________________
Nie musiałam długo czekać na odpowiedź bo już po chwili Louis odpisał, że ma swoje sposoby i poprosił o spotkanie. Bez zastanowienia się zgodziłam. Odłożyłam telefon na półkę, wtuliłam się w poduszkę i usnęłam.
Dziękuję za coraz większą liczbę wyświetleń. Jest mi bardzo miło, że ktoś czyta moje wypociny. Nowy rozdział pojawi się w weekend :) dziękuję za wszystkie komentarze :**
Świetne *_* Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału. Musze jakoś wytrzymać do weekendu XD To opowiadanie jest niesamowite :)
OdpowiedzUsuńJeeejkuu świetne to opowiadanie !! Dawaj szybko next ! ♥♥
OdpowiedzUsuń