środa, 8 stycznia 2014

Rozdział 3

Potykając się o własne nogi błąkałam się po mieście. Cały czas myślałam co mam teraz zrobić. Mam trochę oszczędności, ale to nie wystarczy na długo. Idąc przez miasto, oglądałam wystawy sklepów. Nigdy nie będzie mnie stać na takie coś. Teraz ledwo wiązałam koniec z końcem. Nagle poczułam mocny ból i zorientowałam się że leże na chodniku. Wszystkie rzeczy rozsypały się wokół mnie a pudełko wylądowało na mojej głowie.Szybko zdjęłam je z głowy i podniosłam się z ziemi. Przede mną stał chłopak. Ubrany był w dresy, a na głowie miał kaptur.
-Może kurwa jakieś przepraszam?!-krzyknęłam na niego zbulwersowana. W tym momencie chłopak zdjął kaptur i ukazała mi się znana już twarz .-Louis?-zapytałam z niedowierzaniem.
-J-Ja przepraszam...-zaczął się jąkać.
Dopiero teraz zauważyłam, że był cały zapłakany. Jego włosy nie były już tak idealnie ułożone jak rano. Na kilometr było od niego czuć alkohol.
-Ei co jest? -zapytałam , nie mogąc uwierzyć w to, że przez kilka godzin się tak zmienił. Musiało coś być nie tak.
-Nic. Ja nie chciałem . Jeszcze raz przepraszam. Muszę lecieć.
-Stój ! Nie puszczę cię póki nie dowiem się o co chodzi.
Chłopak natychmiastowo odwrócił się w moją stronę i bez słowa wyjaśnienia chwycił mnie za rękę i ruszył w stronę parku. Zdziwiło mnie jego zachowanie. Nie wiedziałam, czy mogę mu ufać. Nie wydawał się groźny. W domu Harrego był bardzo miły i zabawny, a teraz. "Co się mogło stać? Może dziewczyna? "pytałam sama siebie. Zaprowadził mnie nad nieduże jezioro w centrum parku. Nigdy jeszcze ty nie byłam, ale widok który tam zobaczyłam bardzo mnie zdziwił. Wokół jeziorka rosły wysokie płaczące wierzby. A pośrodku znajdował się mały podświetlany mostek. Chłopak przez całą drogę nie odezwał się, ani słowem. Dopiero kiedy stanęliśmy na mostu powiedział mi żebym usiadła, a po chwili czułam jak robi to samo.
-Lou co się dzieje ? Widzę, że coś jest nie tak. Rano byłeś taki roześmiany i gadatliwy, a teraz nie odezwałeś się do mnie słowem.
-Zmarła moja babcia-chłopakowi zaczął łamać się głos.-Wiem, że to dziecinne i nie męskie, ale nie potrafię się jakoś z tą myślą pogodzić. Była przy mnie od dziecka. Zabierali mnie z dziadkiem nad jezioro. Później dopingowali przy każdym jednym występie w szkole na dzień babci i dziadka, a teraz już jej po prostu nie ma-upił łyk wódki z butelki którą wyciągnął z bluzy.
-Wiem co czujesz. Ale to nie powód, żeby pić. Rozumiem że jest ci ciężko. Kilka lat temu straciłam rodziców. Jechali na mój występ w szkole baletowej. Tato przyszedł z pracy później i chcieli być jak najszybciej i wtedy-zaczęłam płakać-Za każdym razem kiedy wrócę myślami do tej chwili, kiedy pani psycholog wzięła mnie do siebie i powiedziała o ich śmierci czuję pustkę, której nigdy nikt nie wypełni. Ale przez to wszystko wiem jedno. Że prawdziwi przyjaciele wyciągną cię z najgorszego bagna. Będą starali się pomóc ci na tyle na ile mogą. A ci których do tej pory uważałeś za przyjaciół po prostu odejdą i nie odezwą się do ciebie, ani słowem.
-Ja nie wiedziałem .Wyglądasz...
-Jak ? To że moi rodzice nie żyją nie oznacza, że muszę wyglądać jak sierota. Gdy wyszłam z domu ukończyłam studia. Co prawda nie znalazłam pracy w swoim zawodzie, ale jakaś była. Mamy w Jade wynajęte mieszkanie i jakoś sobie radze.

Padał deszcz. Cali przemoczeni, biegliśmy ulicami Londynu. Louisowi znacznie poprawił się humor, gdyż śmiał się w niebogłosy. Nie mogąc opanować śmiechu, gdyż parę razy o mało co się nie wywalił wpadłam do klatki bloku w którym mieszkałam. A zaraz za mną szatyn.
-To tutaj :) -przeczesałam jego zmoczone włosy.-Dziękuje za kurtkę. Gdyby nie ona na pewno jutro leżałabym w łóżku z gorączką. Chyba jestem winna ci przysługę :)
-No coś ty :) Gdyby nie ty pewnie leżałbym gdzieś na ławce w parku :)
-Może wejdziesz na górę ? Dam ci jakieś czyste ciuchy:) Matt  pewnie coś zostawił u Jade.
-Nie zamówię taksówkę i pojadę do domu :) Dziękuje za miły wieczór :) -cmoknął mnie niepewnie w policzek i wyszedł. Dotknęłam ręką policzka i ruszyłam schodami na górę.Zamknęłam za sobą drzwi od mieszkania i osunęłam się po nich na podłogę. Na mojej twarzy malował się pewnie uśmiech. Był tak bosko przystojny. Przed oczami miałam cały czas jego uśmiech, mięśnie i te szare oczy. Nie mogłam przestać o nim myśleć. Co się do cholery ze mną dzieje!-krzyknęłam do siebie w podświadomości i zorientowałam się, że w progu kuchni stoi moja przyjaciółka.
-No, no no :) Widzę, że pani strasznie zadowolona wróciła z tej pracy :)
-Dostałam podwyżkę wiesz :)-skłamałam.
-Jess?Czyżby ta podwyżka była niewysokim szatynem:)-zaczęła się śmiać.Szybko podniosłam się z podłogi i ściągnęłam buty. Nie odpowiedziałam nic przyjaciółce. Uśmiechnęłam się do niej i wymijając ją weszłam do kuchni.
-Co na kolacje :)?
-Nic:) dopóki się nie dowiem co pomiędzy wami zaszło :) -usiadła na przy blacie obok mnie. -No opowiadaj :) Chcę wiedzieć wszystko od początku.
Opowiedziałam jej całą historie, zaczynając od tego, co zdarzyło się wczoraj w klubie.-No i dzisiaj jak oglądałam wystawy to wpadł na mnie. Upadłam i zaczęłam na niego krzyczeć, bo nawet mnie nie przeprosił. I tak od słowa do słowa trafiliśmy do parku :) No i opowiedział mi że zmarła jego babcia, o swojej rodzinie. Bardzo fajnie nam się rozmawiało no i zaczął padać deszcz, wtedy odprowadził mnie do domu-zaczęłam się uśmiechać jak głupia. -No i dał mi buziaka w policzek. Tak słodko się speszył i wyszedł .-zaczęłam
podrygiwać uśmiechając się do przyjaciółki.
-Jess się zakochała. Jessica sie zakochała.-zaczęła skakać jak głupia. Nie zwracając na nią uwagi ze śmiechem wyszłam do pokoju. Wzięłam z szafki luźną koszulkę i udałam się pod prysznic. Ciepła woda dała ukojenie mojemu zmarzniętemu ciału. Wylałam na rękę czekoladowy płyn pod prysznic i rozprowadziłam go po całym ciele. Spłukałam pianę i owinęłam się w biały ciepły ręcznik. Stanęłam przed lustrem i zmyłam makijaż. Naciągnęłam na sobie luźny t-shirt i dresy i wyszłam z łazienki. Jade oglądała jakiś serial w telewizji, a ja udałam się prosto do mojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko. Byłam tak cholernie zmęczona. Wśliznęłam się pod kołdrę, zgasiłam lampkę i ułożyłam się do snu. Już przysypiałam kiedy mój telefon zawibrował. Sięgnęłam po niego. Przesuwając palcem po ekranie zobaczyłam, że dostałam smsa.
_________________________________________________________________________

Nadawca: Numer nieznany
Odbiorca: Jessica
Wysłano: 16 lipca 2013, 22:32

"Dziękuję za miły wieczór :*  Louis xx"

_________________________________________________________________________

 Na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Skąd on ma mój numer? Zapisałam szybko numer chłopaka i szybko odpisałam na sms'a.

_________________________________________________________________________

 Nadawca: Jessica 
 Odbiorca: Louis ;xx
 Wysłano: 16 lipca 2013, 22:35

 "To ja dziękuję za kurtkę :) Ale skąd masz mój numer ? :)"

_________________________________________________________________________

 Nie musiałam długo czekać na odpowiedź bo już po chwili Louis odpisał, że ma swoje sposoby i poprosił o spotkanie. Bez zastanowienia się zgodziłam. Odłożyłam telefon na półkę, wtuliłam się w poduszkę i usnęłam.


Dziękuję za coraz większą liczbę wyświetleń. Jest mi bardzo miło, że ktoś czyta moje wypociny. Nowy rozdział pojawi się w weekend :) dziękuję za wszystkie komentarze :**








2 komentarze:

  1. Świetne *_* Nie mogę doczekać się kolejnego rozdziału. Musze jakoś wytrzymać do weekendu XD To opowiadanie jest niesamowite :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeeejkuu świetne to opowiadanie !! Dawaj szybko next ! ♥♥

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy