czwartek, 2 stycznia 2014

Rozdział 2

Pojedyncze promienie słońca,wkradające przez niezasłonięte okno  pieściły moją twarz. Próbowałam za wszelką cenę nie dać im zwlec mnie z łóżka, ale nie było o tym mowy. Nienawidzę kiedy słońce świeci mi prosto w twarz. Wstałam delikatnie łóżka, aby nie obudzić śpiącego jeszcze Harrego, który tak jak poprosiłam ze mną został. Ubrana w za dużą koszulkę chłopaka zeszłam na dół, aby przygotować jakieś śniadanie dla naszej dwójki. Przynajmniej tak mu wynagrodzę to, że się mną zaopiekował. Nie wiem co bym wczoraj zrobiła . Całą noc nie mogłam spać, ponieważ przed oczami miałam scenkę która wydarzyła się w klubie. Podeszłam do lodówki w której nie znalazłam nic prócz jajek i mleka. Cóż Harry będzie musiał zadowolić się naleśnikami. Wstawiłam wodę na kawę i zaczęłam przygotowywać śniadanie. Na  rozgrzaną patelnię wylałam pierwszą porcję ciasta, kiedy po domu rozszedł się głośny trzask drzwi.
-Ooo Hazzuś widzę, że trafiłem na śnia....da... nie- niewysoki szatyn wleciał do kuchni. Na jego twarzy pojawiło się zdziwienie, kiedy zamiast przyjaciela ujrzał właśnie mnie w samej bieliźnie i za dużej koszulce loczka
-Oj,ja chyba nie w porę-uśmiechnął się w moją stronę.
-Boże Louis, czy ty zawsze musisz narobić takiego hałasu, a poza tym miałeś być chyba trochę później jak dobrze pamiętam.-odezwał się zaspany Harry wchodząc do kuchni.
-No tak, ale nie miałem nic w lodówce i tak sobie pomyślałem ...
-Lepiej nie myśl, bo nie wychodzi ci to na dobre. Właśnie Louis to jest Jessica moja koleżanka, a to jest Lou mój przyjaciel...-przedstawił nam sobie loczek. Czułam że na mojej twarzy pojawił się rumieniec, więc powróciłam do dalszego smażenia. 

***
-Harry śniadanie gotowe-krzyknęłam w stronę salonu, gdzie chłopcy oglądali telewizor i nad czymś zaciekle dyskutowali. Postawiłam pełen talerz naleśników na stole i ruszyłam  na górę do sypialni, gdzie leżały moje ciuchy.
-A ty nie zjesz z nami ?- zapytał Louis, w drodze do  jadalni.
-Zjem, tylko najpierw pójdę się ubrać... - odpowiedziałam i pospiesznie weszłam do pokoju. Zabrałam swoje rzeczy z krzesła i udałam się do łazienki. Wzięłam chłodny prysznic, co dało rozluźnienie moim spiętym  mięśniom. Włosy związałam w luźnego koka i ubrałam rzeczy z wczorajszego dnia. Na dole zastałam chłopców zajadających się naleśnikami.
-Chodź, bo zaraz Harry ci wszystko zje-powiedział szatyn odsuwając krzesło obok siebie. Usiadłam i zaczęłam spożywać posiłek , kiedy zaczął dzwonić mój telefon. No tak pewnie Jade się obudziła i zobaczyła, że mnie nie ma. Przesunęłam palcem po ekranie telefonu i odebrałam połączenie od przyjaciółki. Tak jak myślałam brunetka chciała dowiedzieć się gdzie jestem i czy wszystko ze mną w porządku. Po skończonej rozmowie dokończyłam swoją porcję jedzenia.
-Harry dziękuję ci za wszystko, ale ja już muszę uciekać. Na 10 muszę być w pracy. -powiedziałam wstając od stołu.
-Nie masz za co dziękować, a poza tym ja cię odwiozę, nie będziesz płaciła za taksówkę...
-Już i tak dużo dla mnie zrobiłeś. Na prawdę bardzo ci za to dziękuję...
-Harry ma rację nie będziesz tłukła się taksówkami. Ja jadę w stronę centrum to cię podwiozę.-wtrącił się Lou.
-No dobrze, tylko wezmę swoje rzeczy-przytaknęłam chłopakowi i poszłam do przedpokoju w którym zostawiłam wczoraj swoją torebkę.
***oczami Louisa***
Pożegnaliśmy się z Harrym i wsiedliśmy do samochodu. Moje oczy ciągle skierowane były w stronę dziewczyny. Nie wiem dlaczego, ale coś mnie w niej zaintrygowało.Brunetka jednak chyba to wyczuła, bo jej policzki momentalnie się zaczerwieniły.
-Możesz się tak na mnie nie patrzeć. Nie lubię czegoś takiego...-odezwała się Jessica. Szybko odwróciłem swoją głowę w stronę jezdni i odpaliłem samochód. Dziewczyna podała mi adres i już po kilkunastu minutach byliśmy na miejscu.
***oczami Jess***
Całą drogę przesiedzieliśmy w ciszy. Całe szczęście, że nie mieszkałam daleko od loczka. 
-No to jesteśmy na miejscu-poinformował mnie Louis, parkując samochód przed blokiem.
-Może wejdziesz ?
-Nie, spieszę się i tak już jestem spóźniony, ale jeśli podasz mi swój numer to chętnie zadzwonię jak będę miał czas-wyszczerzył się ukazując przy tym szereg swoich śnieżnobiałych zębów. Wyciągnęłam z torebki jakąś kartkę i zapisałam na niej rząd cyferek.
-Proszę- podałam chłopakowi karteczkę.-Dziękuję za podwiezienie. Do zobaczenia.-wysiadłam z samochodu i podbiegłam do drzwi. Odwróciłam się i pomachałam ostatni raz szatynowi zanim odjechał. Weszłam do domu myśląc o Louisie. Gdy tylko drzwi się zamknęłam w progu salonu stanęła Jade.
-No wróciłaś wreszcie-powiedziała uśmiechając się od ucha do ucha... Gdzie byłaś ? A raczej z kim?
-Byłam u kolegi... zresztą jestem już dorosła i chyba nie muszę wracać do domu przed 20:00...
-Dobra już, widzę, że ktoś wstał tu drugą nogą !-odburknęła lekko zdenerwowana, po czy usiadła na kanapie i wtuliła się w swojego chłopaka. Rzuciłam pospiesznie buty w kąt i zostawiając torebkę na komodzie weszłam do swojego pokoju, w którym panował nieziemski bałagan. No cóż trzeba tu posprzątać ale nie teraz... Patrząc na zegarek stojący na szafce nocnej przeraziłam się że mam tyko pół godziny, a muszę wziąć prysznic, pomalować się i jeszcze te cholerne ubrania. Z szafy wyjęłam czarne spodnie oraz brązową bluzkę...
-Buty ! Cholera gdzie ja je wsadziłam !-powiedziałam sama do siebie... -Szef mnie zabije, kolejne spóźnienie w tym tygodniu.
Przerzucając w szafie tysiące par butów, nie znalazłam tych, których szukałam. "No przecież muszą tu być" 
-Jade ! Jade ! Nie widziałaś gdzieś tych moich brązowych butów... Nie wiem gdzie je położyłam!
-Są w łazience! Prosiłam żebyś je sprzątnęła!
-Dzięki ! Jesteś kochana. Nie wiem co bym bez ciebie zrobiła...
Biorąc rzeczy które leżały na łóżku popędziłam do łazienki. Wzięłam chłodny prysznic, co dało rozluźnienie moim zmęczonym mięśniom... Wycierając się pospiesznie w ręcznik strąciłam perfumy Jade za które mnie chyba zabije... Trudno odkupie jej ! Teraz nie mam na to czasu. Ubrałam wcześniej przyszykowane ciuchy i zaczęłam nakładać lekki make-up. Włosom pozwoliłam spokojnie opaść na moje ramiona.
-Jess, spóźnisz się do pracy-zaczęła pospieszać mnie przyjaciółka...
-Spokojnie mam wszystko pod kontrolą ...
-Za 3 minuty musisz być w pracy, teraz są korki, a tam masz dobre pół godziny drogi....
-Ja pierdole, nie mogłaś powiedzieć wcześniej !-wybiegłam z łazienki i od razu chwyciłam za torbę... Pożegnawszy się z przyjaciółką zbiegłam na dół do auta i z piskiem opon odjechałam spod domu...
***
-Jessica po raz kolejny w tym tygodniu się spóźniłaś...-powiedział szef, gdy tylko przekroczyłam próg biura-Jest mi bardzo przykro, ale muszę cię zwolnić...
-Szefie obiecuję, że to się więcej nie powtórzy! To był ostatni raz!
-Jessico ostatnio słyszałem to jakiś tydzień temu i co ? Kolejne dwa spóźnienia.Nie ma mowy... Zapłacę ci za ten miesiąc i koniec naszej współpracy...
W moich oczach pojawiły się łzy. Skinęłam głową na znak tego, że zrozumiałam co szef do mnie powiedział. Jak ja sobie poradzę bez pracy... Dlaczego oni musieli zginąć...  W mojej głowie motały się tylko te myśli. Spakowałam wszystkie swoje rzeczy, pożegnałam się z szefem i wyszłam z budynku...




________________________________________________________________________________
Dziękuję, że jest tu was coraz więcej :) Bardzo cieszę się, że czytacie moje wypociny :) Mam nadzieję, że rozdział wam się spodoba :) Buziaki :**

2 komentarze:

  1. Niesamowity :) Jestem bardzo ciekawa co stanie się dalej. Czekam na następny ;)

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy